Improwizacja czy strategia?

Moje pół roku rozkmin, odkryć i przewrotów.

Improwizacja czy strategia -temat, który wracał do mnie jak bumerang.

Pytanie „improwizacja czy strategia?” zaczęło wracać do mnie z zaskakującą regularnością. Choć na początku brzmiało zupełnie niewinnie, to przez ostatnie pół roku pojawiało się częściej niż jakikolwiek temat duchowy, sprzedażowy czy biznesowy. Jakby próbowało zwrócić moją uwagę na coś, czego jeszcze nie potrafiłem nazwać. I rzeczywiście — wracało w rozmowach ze znajomymi, w książkach, które przypadkiem wybierałem, w filmach, które oglądałem niby dla rozrywki, a jednak zostawiały we mnie subtelne tropy. Wracało też na korcie tenisowym oraz podczas spotkań biznesowych, gdzie balans między improwizowaniem a strategicznym działaniem decydował o tym co będzie dalej. Mimo to, im częściej to pytanie do mnie wracało, tym bardziej czułem, że nie mam na nie jasnej odpowiedzi.

Życie na totalnym spontanie

Może dlatego, że przez większą część życia działałem jak skrajny improwizator. Jak ktoś, kto wchodzi w każdą sytuację „na czuja”, prowadzony bardziej przez energię chwili niż przez jakikolwiek skrypt. Bywały momenty, w których ta spontaniczność niosła mnie niezwykle daleko. Tworzyła sytuacje piękne i niepowtarzalne. Jednak równie często zdarzały się chwile, kiedy brak strategii sprawiał, że coś ważnego po prostu się wymykało.

Właśnie dlatego zacząłem zadawać sobie to pytanie coraz uważniej, próbując zrozumieć, czy improwizacja rzeczywiście jest wystarczająca w życiu, które chcę świadomie budować, czy może jednak to strategia była brakującym elementem.

Życie bez strategii, za to z wielką wiarą we flow

Kiedy dziś wracam myślami do swojego dawnego Ja, widzę chłopaka, który działał praktycznie wyłącznie na spontanie. Przekonanego, że funkcjonuje najlepiej wtedy, gdy absolutnie niczego nie planuje. Nie ma intencji, wizji, pragnienia, a co za tym idzie – nie ma ani strategii, ani schematów, ani choćby minimalnego przygotowania.

Dlaczego strategie były mi obce

W dzieciństwie nie miałem dużej styczności z rywalizacją, z grami strategicznymi, z analitycznym myśleniem. Naturalnie rozwijałem się jako artystyczna dusza, a nie jako gracz. Wielu z moich rówieśników grało w gry, ja wolałem podwórko i wygłupy. Świat strategii wydawał mi się obcy, niedostępny, wręcz „nie dla mnie”, bo jeśli czegoś nie znamy, bardzo łatwo uznać, że to nie jest nasza droga.

Odkrycie #1 – Jak strategia może uwolnić flow, a nie je zabijać

Pierwsze obserwacje, dotyczące strategii przyszły na korcie tenisowym, gdzie zacząłem zauważać, że dobrzy zawodnicy wcale nie grają „jak leci”. Oni raczej mają konkretny plan na każdy punkt, określony cel, sposób na przeciwnika. Podczas gdy ja wbiegałem na kort bez żadnego pomysłu i obserwacji otoczenia. Bez taktyki, wyłącznie z instynktem. Właśnie tam zaczęło się we mnie rodzić pytanie improwizacja czy strategia, bo po raz pierwszy zobaczyłem, że to nie strategia zabija flow, lecz przeciwnie. To właśnie strategia może to flow uwolnić, dając mu kierunek i ramę, wewnątrz której dopiero pojawia się prawdziwa przestrzeń na luz.

Odkrycie #2 – film „Focus” i świat ludzi, którzy przewidują każdy ruch

Impuls do nauki języka strategii

Drugi błysk przyszedł z zupełnie innej strony, gdy ktoś polecił mi film „Focus” z Willem Smithem, który obejrzałem początkowo dla rozrywki, ale skończyłem z szeroko otwartymi oczami, bo tam każdy ruch bohaterów był przemyślany, zaplanowany i przewidziany, a cała improwizacja okazywała się wyłącznie perfekcyjnie przygotowanym pozorem. Nagle zobaczyłem świat ludzi, którzy osiągają to, co chcą posługując się strategią.

Odkrycie #3 – „Droga Wilka z Wall Street” i system rozpisany na atomy

Strategia jako precyzyjna mapa skuteczności

Kolejne odkrycie przyszło już w pracy, podczas rozmowy z człowiekiem sprzedającym nieruchomości. Facet powiedział mi, że przeczytał ponad 50 książek o sprzedaży, ale żadna nie dorasta do systemu Jordana Belforta z „Drogi Wilka z Wall Street”. Zapewnił, że gdy wdrożę ten proces, sukces jest praktycznie gwarantowany. Miałem mieszane uczucia. W sprzedaży chcę pozostać sobą — uczciwym, pomocnym, autentycznym — i nie zamierzałem zamieniać się w gościa „po trupach do celu”. Ciekawość jednak wygrała, więc poszedłem ze spotkania wprost do Empiku. Kupiłem ostatni egzemplarz i… po kilkunastu stronach zrozumiałem, że Belfort miał strategię na wszystko. Każde słowo, ton głosu, pauzę, uśmiech, każdy etap rozmowy, każdą możliwą reakcję na obiekcje. To był zupełnie nowy wymiar myślenia, którego wcześniej nawet nie dotykałem.

Odkrycie #4 – kiedy improwizacja wraca w nowej, dojrzalszej formie

„Improsprzedaż” i integracja naturalności ze strukturą

Niedługo później w moje ręce trafiła książka Joanny Gdaniec „Improsprzedaż” , która w pewnym sensie domknęła cały ten proces. Przypomniała mi, że naturalność, obecność, empatia i uważność również są narzędziami. Zrozumiałem, że improwizacja może być piękną, skuteczną jakością, ale tylko wtedy, gdy ma solidny fundament. Każdy rozdział mówił mi coś, czego potrzebowałem od lat: „Możesz być sobą i możesz być dobrym sprzedawcą. To się nie wyklucza.”

I właśnie wtedy, po miesiącach rozważań, przyszło olśnienie: najlepsze efekty daje nie wybór „improwizacja czy strategia”, ale połączenie obu tych światów w taki sposób, aby wspierały się nawzajem. Strategia daje kierunek, powtarzalność, strukturę, bezpieczeństwo i efektywność, natomiast improwizacja daje autentyczność, elastyczność, kreatywność, flow, połączenie z intuicją i odczuciami … i to nieuchwytne „życie w życiu”, które sprawia, że działanie staje się prawdziwe i spójne ze mną.

Dziś, po raz pierwszy w życiu, naprawdę tworzę strategie, planuję cele, rozpisuję działania, obserwuję, analizuję i poprawiam. Jednocześnie wciąż słucham intuicji, pozostaję obecny w rozmowie i improwizuję wtedy, kiedy sytuacja tego wymaga. I właśnie to połączenie sprawia, że czuję się bardziej skuteczny, bardziej świadomy i bardziej sobą niż kiedykolwiek wcześniej.

A więc — co wybrać? Improwizacja czy strategia? Dla mnie odpowiedź jest już jasna: nie wybieraj, tylko połącz. Znajdź własny balans, swój procent, swoją intensywność. Świat nie jest zero-jedynkowy, sprzedaż nie jest zero-jedynkowa, a życie tym bardziej. Każdy z nas ma inną historię, temperament i wrażliwość, dlatego prawdziwa wartość nie leży w ekstremach, lecz w integracji, w jedności i w spójności z samym sobą.

A jak jest u Ciebie? Czy bliżej Ci do stratega, improwizatora, a może — tak jak ja — jesteś właśnie w fascynującym procesie łączenia tych dwóch światów?

Jeżeli chciałbyś dowiedzieć się czegoś więcej o mnie zapraszam do artykułu: Trochę Buddy Trochę Zorby.